Żyd z pieniążkiem malujący swastyki

Przeczytałem wywiad z Joanną Kuciel-Frydryszak w Magazynie Świątecznym gdzie słowa nienawiść oraz antysemityzm odmieniane są przez wszystkie przypadki. Moją naturalną reakcją obronną było wyparcie. Przecież ja nie jestem antysemitą, nie znam żadnej takiej osoby a w mojej rodzinie nikt źle nie odnosi się osób innego wyznania bądź koloru skóry. Po chwili zastanowienia przyznałem rację Jackowi Harłukowicz autorowi wywiadu...



Przeczytałem wywiad z Joanną Kuciel-Frydryszak w Magazynie Świątecznym gdzie słowa nienawiść oraz antysemityzm odmieniane są przez wszystkie przypadki. Moją naturalną reakcją obronną było wyparcie.

Przecież ja nie jestem antysemitą, nie znam żadnej takiej osoby a w mojej rodzinie nikt źle nie odnosi się osób innego wyznania bądź koloru skóry. Po chwili zastanowienia przyznałem rację Jackowi Harłukowicz autorowi wywiadu...

W domu moich rodziców odkąd pamiętam wisi reprodukcja obrazu "Żyda z pieniążkiem". Obrazek kupiony na jakimś targu wisi na ścianie w dość eksponowanym miejscu. Według ludowych przesądów taki obraz ma sprowadzić na dom szczęście, szczególnie w wymiarze finansowym.

Dlaczego Żydzi? Wiadomo - bo Żydzi posiadają pieniądze. Kiedyś i dziś rządzą światem. "Jak bida to do Żyda" czyż nie?

Nie chcę wchodzić w socjologiczne spory i antropologiczne dysputy. Taki obraz Żydów ma polskie społeczeństwo i zapewne liczba sprzedawanych portrecików wcale nie będzie spadać bo Polacy jako naród z tradycjami chętnie je pielęgnuje. Nie oceniam nikogo na razie - robię stopklatkę rzeczywistości i ją opisuję.

Co ma jednak "mój domowy" Żyd do obserwacji Joanną Kuciel-Frydryszak? Obawiam się, że bardzo dużo - bowiem potrafię sobie wyobrazić sytuację w której wiszący w sieni portret "Żyda z pieniążkiem" zamiast pozytywnego fetyszu staje się ilustracją stereotypowego postrzegania Żydów jako "bankierów ludzkości", grupy, która trzyma "władzę i kasę" i swoimi quasi magicznymi zdolnościami oplata Polaków pijąc ich krew (oraz oczywiście pieniądze).

Nie tak dawno media obiegła informacja, że w Białymstoku nieznani sprawcy podpalili drzwi rodziny - małżeństwa Polki i Hindusa. Jak opisuje to Newsweek zasadniczo każdy w Białymstoku wie kim byli sprawcy (łącznie z organami ścigania) ale nikt nie kwapi się żeby sytuację wyjaśnić. Ba - istnieje podejrzenie, że sprawę kryje lokalna struktura PO a zamieszany jest Prezydent miasta oraz organy ścigania.

Dziś przeczytałem, że miejscowy prokurator uznał malowane nocą swastyki za hinduski symbol szczęścia (prawda) i nie widzi w nich żadnego odwołowania do nazimu i symboli parti narodowo socjalistycznej na której czele stał Adolf Hitler.

Adam Czeczetkowicz, niegdyś kandydat na posła z ramienia Polskiej Partii Narodowej nagrywa film w którym jasno przedstawia swój "program" - osoby o innym kolorze skóry nie powinny mieszkać w Białymstoku:

Joanną Kuciel-Frydryszak narzeka na internet jako miejsce w którym panuje antysemityzm i nienawiść - nie zgodzę się. Internet (wiem, to wyświechtane ale prawdziwe stwierdzenie) to tylko narzędzie. Jak telefon, książka czy gazeta.

Internet pozwala szybko, w zasadzie bez kosztów zakomunikować jednostce swoje zdanie. 30 lat temu to co myśli Adam Czeczetkowicz wiedziałby sam Adam Czeczetkowicz i bliski krąg jego znajomych. Dziś dzięki internetowi może o tym dowiedzieć się cały świat.

Innymi słowy - internet niczego nie kreuje tylko wzmancia. To co myśli Adam Czeczetkowicz i ludzie malujący swastyki w Białymstoku nie zostało im zaimplentowane przez serwery Google'a czy Facebooka. Istniejąca nienawiść została jedynie skanalizowana i zakomunikowana przez nowe medium.

Nienawiść do innych: do żydów (bo mają pieniądze), pedałów (wiadomo za co), do czarnuchów (bo kobiety do nich lgną), arabusów (bo każdy muzułmanin to arab czyli terrorysta), ciapatych (zajmują nasze miejsca pracy), wietnamców, ruskich, turków, pepików czy niemiaszków.

Jeśli popatrzeć na mapę Europy chyba nie ma narodu do którego pałamy na tyle pozytywnymi emocjami żeby uznać ich za przyjaciół Polski. Jedyny naród, który wielbimy to Amerykanie (którzy to paradoksalnie najbardziej mają nas gdzieś - geograficznie, politycznie i mentalnościowo).

Oficjalnie (statystycznie jako społeczeństwo) ciepło patrzymy na remontowanie synagog, wyciąganie macew ze ścian stodół, modę na żydowskość. Tak między sobą podczas świątecznych posiłków lubimy pozastanawiać się kto w rządzie jest obrzezany i czy chińczyk (nieważne, że to wietnamczyk - każdy skośnooki to chińczyk) za rogiem nie pcha do mięsa psa czy gołębia.

Czasami słuchają tego co między sobą mówią rodacy mam wrażenie, że to Polacy jako pierwsi w Europie cieszyli się kiedy multi-kulti naprawdę zacznie być uważane za porażkę.

Niezależnie od tego, że czarnoskórego widział w życiu raz a za granicą był dwa razy (na wycieczce z zakładu pracy w PRL).

Spójrzmy na nasze domy, rodziny i znajomych. Jeśli nie naprawdę to symbolicznie taki małe portreciki "Żyda z pieniążkiem" wiszą w każdym polskim domu.
Trwa ładowanie komentarzy...